Kategorie
Mazury, Mazowsze, Warmia :)

Mazowsze, Mazury, Warmia i moja ulubiona gwara.

Zawsze chciałem coś napisać w stylu gwar używanych na Mazurach, częściach Warmii i Mazowsza, bo są one bliskie memu sercu. Tu eksperyment 🙂

Pewnie nie wyszedł mi idalnie, ale wystarczy 🙂
Podzielcie się swoimi w komach.
No to poszedłem na drzemkie, rozumisz, i mi piesy zaczeły szczekać na dziewuchi, co z mniasta wróciłi dopiero. To wstałem, poszedłem na dół i pytam:
– Mata te kartofle na obiad?
– Jo! – odpowiedziała mi młoda dziewucha, córka zaprzyjaźnionego sunsiada. – Bylim na bazarku niedaleko, take młodziudke kartofle sprzedawaly, po trzi kilo za… no, nie pamiętam ile, ale trochie tam wydalim.
– Jo, jo, to zrobita frytków dla dzieciów? Ja pójdę, zapytam sunsiada, czi ma sól, bo się skończiła już chiba.
Zachodzę do sunsiada, łon cóś dłube przi autku.
– Dobri, sunsiad!
– A no dobri! – uśmiechnął się.
– Jak tam?
– A no doobrze, doobrze. Kaszkiet sunsiad zostawił u mnie na okenku 🙂
– Jak na okenku?! – zaśmiałem się.
– A no, na parapecie, kurde.
– A to dzięki, zabiorę. A słuchaj, sunsiad, byliśta wczoraj na tej potańcówie u sołtysa?
– Gdzie tam, robilim porządki i wyra słaliśmy.
– A wpadnie może sunsiad na kelycha do mnie? Frytki młode robio, chiba nawet twoja dziewucha tam im pomaga. Tilko sól się, kurwa, skończiła.
– No to nic, ja przyniose.
– To dawaj pan, bo tutej zara przyjadzie ten laluś ze Stolycy, to trza go czimś podjąć, nie?
– Jo, ta. A co za flaszkie pan masz?
– A no malynówkie, dobra jeszcze z tamtego roku, w piwniczce trzimana.
– Ło Panie, to idziem!
– Czekajta! – wydarł się Władek, drugi sunsiad, co przechodził obok naszygo płotu. – Mogię z wami się napić? Mam bymberek dobri, to poczęstuję!
Ja żem klasnął w ręce i pobieglim, rozumisz, do chaty, dziewuchi poprosić o większo porcję tich frytków.
Tak minął mi dzień.