Zapraszam do odsłuchu, bez montażu, bo się nie chce, wybaczcie.
https://api.elten.link/api/v1/audio/blog-posts/y7XTm6cas8nbczhHXerBJISPZapraszam do odsłuchu, bez montażu, bo się nie chce, wybaczcie.
https://api.elten.link/api/v1/audio/blog-posts/y7XTm6cas8nbczhHXerBJISP
6 odpowiedzi na “Piję yerbę, mówię więcej, niż muszę i smarzę jajecznicę, czyli ostatnie śniadanko na Bielanach”
Żona do męża:
Co ty robisz! Nożem po teflonie?
Eee, sama jesteś poteflon!
BTW, masz miejscami zapędy do akcentowania jak Makłowicz :D.
Hahaha, dobre!
Makłowiczem to się może lekko inspiruję czasami, lubię gościa.
Drewnem teflonu nie porychasz, teflonowe je dobre, ale za dobrą, trzeba sporo dać.
Do jajeczek to sie sprawdzają dobre takie patelki do omletów i tam nie przywiera. A jerbę też kiedyś piłam. Czasem terere się napiję.
Dzięki! Cóś poczytam jeszcze na temat tego nieszczęsnego teflonu 😀
Taak, terere to złoto letnią porą.
no i zajebiśśśście